Sprawa Wilhelma Gustloffa
"Sprawa Dawida Frankfurtera" wystawiona na scenie Malaria Teatru Wybrzeże to powrót do tematu znanego trójmiejskim miłośnikom dramatu. Wracamy na pokład statku Wilhelm Gustloff oraz do tekstu Guntera Grassa "Idąc rakiem". Odbywa się to jednak w sposób, który zdecydowanie nie zyskuje mojej aprobaty.
W 2012 roku adaptacja powieści Gunthera Grassa "Idąc rakiem" miała swoją premierę pod pokładem zacumowanego przy Nabrzeżu Pomorskim jachtu Dar Pomorza. Był to dobrze skonstruowany tekst autorstwa Pawła Huelle. Sztuka Marcina Wierzchowskiego z 2026 roku opiera się na dialogach na podstawie improwizacji aktorskich inspirowanych tym samym, oryginalnym tekstem i w moim przekonaniu dowodzi, że pominięcie dramaturga w teatrze nie jest najlepszym pomysłem.
W imię formalnych poszukiwań możnaby wybaczyć temu tekstowi niespójność stylistyczną, powtórzenia czy rozwlekłość (spektakl trwa łącznie z przerwą niemal cztery godziny) i zamiast tego skupić się na interesującym pogłębieniu pewnych wątków, grze aktorów, czy interesującej stronie plastycznej, w treści "Sprawy Dwida Frankfurtera" trafiłem jednak na niewybaczalne przekłamania.
Ocena Operacji Hannibal z 1945 roku, czyli masowej ewakuacji niemieckich żołnierzy, ludności cywilnej pochodzenia niemieckiego, sprzętu wojskowego i zagrabionych dóbr z terenów zajmowanych przez Armię Czerwoną, była już przedmiotem wielu historycznych debat. Nie ma wątpliwości, że podczas działań wojennych, podejmowanych wówczas zarówno przez aliantów, jak i sowietów, zginęła bardzo duża liczba ofiar cywilnych. Warto jednak zaznaczyć, na przykładzie choćby wspomnianego Wilhelma Gustoffa, że storpedowanie tych jednostek było usankcjonowane prawem wojennym. Gustloff, w momencie zatopienia, miał status jednostki pomocniczej idącej w konwoju okrętów wojennych. Znane są błędy popełnione przez Niemców podczas przygotowywania ostatniego rejsu tego statku. Jednym z podstawowych było użycie uzbrojonej jednostki Kriegsmarine do ewakuacji ludności cywilnej. Kolejne to dopuszczenie do znacznego przeładowania statku i wysłanie go w rejs z wojenną eskortą.
Także wiele innych, zatopionych wówczas, jednostek było uzbrojonych, wchodziło w skład konwojów, miało też na pokładzie zarówno żołnierzy, jak i cywilów. Mówienie dziś o zatonięciu Wilhelma Gustloffa czy największej katastrofie w historii żeglugi morskiej jest twierdzeniem nieprawdy, nieuprawnionym relatywizowaniem, rozmywaniem odpowiedzialność niemieckiego dowództwa.
Tekst Grassa to między innymi współczesna refleksja nad źródłami neonazizmu. W moim przekonaniu służy temu klarowne wskazywanie zła i odpowiedzialności. Bez światłocieni.
Fot. Dawid Stube




















![[Konkurs] Wyślij swoje świąteczne życzenia i wygraj publikację w "Informatorze Pomorza"](/uploads/artykuly/zdjecie/k_280x150/8bd186b7bdc4abf0747d4a78ca1a8fc79bd25106.png)
















